Nie ma mocnych – wiosna ante portas

Grzać z góry jakoś nie chcą, ale kulczyki i tak wiedzą, że pora wracać na lęgowe pielesze i zabierać się do pracy. Dziś najpierw usłyszałem o jakieś 1,5 działki dalej znajome trele. Jaskółka? Skąd tu jaskółka? Nie, to kulczyk, bo nie zgrzyta zębami 🙂 Niedługo później udało mi się kulczyki, bo były co najmniej dwa, złapać obiektywem.

Co ciekawe, jednocześnie upolowałem drugą nowość w stołówce – samicę jera. To ten skrzydlaty bliżej obiektywu, „na prawo patrz”.

Bogacieje portfolio stołówkowe, a tu pora lęgowe tworzyć, bo sikory jakoś chętnie krążą po sośnie, wpatrując dość uważnie w budkę lęgową 🙂

Polowanie. Próba

Czasem widać w kamerze jakieś stworzenie łaciate czworonożne, przemknie zwykle szybko gdzieś skrajem kadru. Dzisiaj na żywo zauważyłem takie czworonożne niełaciate:

Dopiero wieczorem przeglądając zapisy z kamery zauważyłem, że to niełaciate próbowało zaprowadzić swoje własne porządki w mojej stołówce. Miały one polegać na przerzedzeniu populacji. Na szczęście na próbie się skończyło. No, może nie tylko na próbie, bo było jeszcze krążenie, węszenie i… objadanie się smakiem 🙂

Czyli dobrze ustawiłem karmnik, skoro koty nie mają szans na wyżerkę 🙂

 

Sezon się kończy, popularność rośnie

Już, już miałem zdejmować karmnik, ale przecież chłodno jeszcze, pod koniec miesiąca nawet (jak na razie) prognozy jakieś przymrozki wróżą, flora jakaś leniwa, nie budzi się, a ruch w interesie nie maleje, nawet przy pustym karmniku. Dokupiłem więc jeszcze kilogram łuskanego słonecznika i dzisiaj cały wsypałem do karmnika. Póki byłem na działce, ruch był taki sobie, za to miałem okazję się przekonać, że popularność stołówki nadal rośnie. Jeszcze do niedawna szpak pojawiał się tu pojedynczy, ani w karmniku, ani w zasięgu wzroku i słuchu nie było widać innych szpaków. Za to dziś wysyp – cała rodzina, jeśli to rodzina, a jeśli nie – małe stadko się pojawiło. Nie ma wątpliwości, że było ich co najmniej 5, jak na poniższym zdjęciu:

Udało mi się dzisiaj dzięki temu pooglądać uwijanie się szpaka to przy jabłku, to przy tłuszczu. Zwłaszcza przy tłuszczu wyglądał niesamowicie, wychylający się w dół i sięgający z daleka dziobem tłuszczu. Dziobał, jakby startował w jakimś konkursie łasuchów 🙂

Zastanawiam się tylko, jak powiedzieć Grażynie, że nasze zbiory wiśni są w tym roku zagrożone, bo to już nie jeden dziób do wykarmienia, ale małe stadko będzie na nasze owoce polować… :-/

Marzenia się spełniają

Chociaż dopiero wiosną, ale jednak. Niedawno nie wiedziałem o istnieniu tego ptaka, dopiero buszując od zeszłego roku w tematach ornitologicznych natrafiłem na informacje o nim. Piękny, kolorowy, o potężnej sile zgniatania dziobem (podobno wyciska i z 50 kg :-O ). Widziałem go na nagraniach w cudzych karmnikach i zamarzyło mi się zimą przyłapać go u nas, ale jego biotop (środowisko, w którym żyje) nie bardzo pasował mi do działki jakby nie było oddalonej od lasu.

Tymczasem dzisiaj, wlaśnie dzisiaj, na koniec sezonu… taaaak! Jeeeest!  Dotarł do karmnika i zasmakował w niełuskanym słoneczniku. I udało mi się go „ustrzelić” 🙂 Niestety nie brałem dzisiaj z sobą aparatu, sądząc, że skoro pada i ma konkretnie padać, to frekwencja w stołówce nie dopisze zbytnio. A tymczasem nastąpiła przerwa w opadach i zaczął się ruch prawie jak co dzień. I do tego taka perełka się trafiła. Dobrze, że chociaż tablet miałem. Jakości kiepskiej ze względu na cyfrowe powiększenie, ale choć takie zrobiłem zdjęcia i nagrania.

Jak w zeszłym roku jesienią mówiłem Grażynie, że od tego roku trzeba będzie płukać, suszyć i zbierać pestki wiśni wydrylowane przy robieniu dżemu, sam nie wiedziałem, czy to będzie miało sens, a właśnie o grubodziobie myślałem. Ma! Ma sens, w tym roku będzie tacka z pestkami 🙂

Filharmonia

Mała filharmonia w Ptasielance. Ile gardeł, tyle instrumentów 🙂 Ale frekwencja u karmnika nadal dopisuje. Ciekawe, co nastanie prędzej: wysyp lęgów, czy spadek zainteresowania dokarmianiem? Zresztą o ile jabłko jeszcze można podrzucać non stop, póki będzie wyjadane, o tyle ziarna już nie będę kupował nowego, a słonecznik się kończy, tyle co go w karmniku zostało. I trawa zacznie wschodzić niedługo, ukrywając zagubione, niewyjedzone jeszcze ziarna pod karmnikiem. Wprawdzie pod karmnikiem to darń jest pewnie niesamowicie wydziobana, ale może i tam co nieco wzejdzie.

Kosy drą ryje, sikory szaleją, a szpaczek, który przyszedł dzisiaj pojeść, też podjadłszy dał koncert, że miło było posłuchać 🙂

Trzęsie mi się trochę aparat w rękach, nawet podparty na monopodzie, co przy ogniskowej 200 mm wcale nie takie dziwne, ale na razie nie mam odwagi powiedzieć Grażynie, że… jeszcze solidny statyw potrzebuję do dobrego filmowania 🙂