Sezon lęgowy 2017 uważam za otwarty!

Wiosna zaatakuje w najbliższych dniach z szaleńczą siłą, w dni weekendowe ma być około, a może i ponad 20 stopni Celsjusza i słonecznie. Jedynie wiatr może psuć efekt. Ale porcje energii, jakie docierają do świata flory i fauny, robią swoje. Po zakończeniu sezonu dokarmiania pora więc rozpocząć sezon lęgowy 🙂

Sezon już właściwie się rozpoczął. Na razie skromnie przyłapany na rozkwitaniu w jednym miejscu, najbardziej wyeksponowanym – w budce lęgowej A zawieszonej na sośnie. Ornitolodzy i bardziej zaawansowani ptasiarze może mnie zeklną, ale musiałem spróbować. Zajrzałem dzisiaj do tej budki lęgowej z takiego to głównego powodu, że chciałem jeszcze na szybko zamontować tam kamerę USB. Niedawno dopiero wyszukałem tzw. aktywny przedłużacz USB, dzięki któremu podłączenie kamery umieszczonej w budce lęgowej do notebooka schowanego w oddalonej o 6 m altanie jest możliwe technicznie z dobrym skutkiem. Czy u mnie również – to okaże się jutro dopiero, bo dziś wewnątrz budki, gdy kamerę podłączyłem, było już na tyle ciemno, że było tylko widać, że jest ciemno 🙂 Ale czarny obraz czyli „ćma” był, więc jak wpadnie tam odrobina światła dziennego, może będzie widać nieco więcej, niż tylko to, że „je ćma” 🙂

Od kilkunastu dni przyglądam się, co się dziej wokół budki. Owszem, widać było coś na kształt zainteresowania budką ze strony bogatek, ale żeby któraś wpadała do środka, to nie widziałem. Tymczasem dzisiejsze otwarcie budki to było zupełne zaskoczenie. Popatrzcie, ile mchu one już tam nazbierały:

Można sądzić, że gniazdo prawie gotowe, bo jeszcze nieco puchu czy sierści zwierzęcej i nic tylko składać jaja.

No to czekamy, państwo sikorstwo 🙂

Jak dobrze mieć sąsiada (?)

No bo przecież generalnie to dobra sytuacja. On wiosną się uśmiechnie, jesienią zagada. Wiertarkę można pożyczyć (jak Kowalskiej nie będzie w pobliżu 😀 ). Piwniczkę oczyścić… z wina 😀

Tylko że sąsiad, choć wścibski przecież nie jest, jakoś tak ostatnio wpadł na ten sam pomysł, co ja. On też słuch odzyskał? 🙂 No bo patrzcie: jesienią zeszłego roku wystawiłem 2 budki lęgowe różnego typu, karmnik, dokarmiałem ptaki. Jego w tym czasie rzadziutko było widać na działce. A tu patrzcie państwo (wypatrzcie sami):

Kilka dni temu na sąsiedniej działce pojawiły się ni stąd ni z owąd dwie budki lęgowe i to tego samego typu, co u nas.

Przynajmniej generalnie jedna z nich jest typu półotwartego, druga zamkniętego, ale tak na oko trochę pomylona, bo wielkością pasuje do typu D, natomiast otwór wlotowy jest średnicy raczej bliżej typu A.

No dobra, nie marudzę więcej, pożartować tylko chciałem, a jeśli skrzydlaci podopieczni dopiszą w lęgach tak, jak dopisali w karmniku i pod nim, to i tych czterech budek będzie o wiele za mało, żeby pomieścić wszystkich chętnych 🙂 A ja już zapamiętałem, żeby do działki zbliżać się powoli i ostrożnie, żeby bażanty nie musiały w strachu świecą startować spod nóg 🙂 Gorzej będzie, jak Grażynie porządkującej okolice iglaków bażancica wyskoczy w twarz z… gniazda :-/

Inauguracja.

I tym sposobem na działce 401 zawisły 2 budki lęgowe: klasyczna typu A i półotwarta typu P. Ta druga z tego względu, że minionego lata, już w jego dość późnym ze względu na lęgi ptaków okresie, „ujawniłem” (jak się to często mówiło w moim byłym fachu) aż 2 gniazda kosów prawie obok siebie.

Prawie, bo jak gdzieś wyczytałem, kosy są wielkimi indywidualistami i gniazda zakładają
 generalnie w zagęszczeniu 0,5 gniazda na kilometr kwadratowy, jedynie w miastach 
w zagęszczeniu do 4 gniazd na kilometr kwadratowy. U mnie na, no, powiedzmy 600 metrach
 kwadratowych były 2 gniazda oddalone od siebie o jakieś 3-4 metry.

Na razie puste, chyba nawet mazurki pogardziły budką A jako zimową noclegownią, ale mogę mieć nadzieję, że efekty zimowego dokarmiania (o czym w późniejszych wpisach) sprawią, że o budki będzie bitwa przed okresem lęgowym 🙂

Na początku listopada startuje okres dokarmiania ptaków dzikich i w tym też czasie w miejscu reprezentacyjnym, choć nie z tych względów wybranym, stanął karmnik klasy „tymi rencami”. Choć bez bajerów, za to solidny, praktyczny, samozasypowy, a co najważniejsze – bardzo pojemny. Początkowo nie sądziłem, że mi się to przyda, obecnie nie mam sposobności dokładnie go przetestować, ale ma pojemność co najmniej 4-5 kg mieszanki. Miałem nadzieję, że taka pojemność (mimo że wynika z „jak krawiec kraje…”, a nie dokładnego planowania) wystarczy, by na działce bywać raz na tydzień i nie obawiać się, że pokarmu zabraknie.

A jak było w rzeczywistości, będzie wynikać z dalszych wpisów.

Oprócz tego ściśle według rad Kuby Typiaka z ptasiastrefa.pl zmajstrowałem sprytny, najprostszy i najtańszy karmnik dla kosów 🙂 Taki zwykły, tylko na jabłka. Widać go na zdjęciu powyżej (jabłka właściwie widać), a poniżej prezentuje się nieco okazalej.

Prapoczątki.

Zaczęło się od tego, że w miarę rehabilitacji Grażyna wracając z pracy relacjonowała, gdzie i jakie ptaki słyszała. Po kilkunastu latach ich niesłyszenia. A to stado kawek czy gawronów, a to stado szpaków, a to coraz częściej pojedyncze ptaki. Niedługo później działka zaczęła dla niej odżywać na nowo. Do świata obrazów dołączył świat dźwięków. W miarę postępów rehabilitacji świat coraz bogatszy. Jeśli uwzględnić, że należy się liczyć z tym, że powrót do 100% naturalnej słyszalności może nie być możliwy, to dziś ten świat dźwięków jest w pełni bogaty. I niesamowicie przyjemny.

Później rzeczy następowały bardzo szybko. Zainteresowałem się i ja nieco bardziej ptakami. Próbuję je rozpoznawać zarówno po wyglądzie, jak i po odgłosach, uczę się tego i mimo że w sferze odgłosów ubogo to jeszcze wygląda, to staję się coraz bardziej na te odgłosy wyczulony i coraz częściej rejestruję głosową obecność ptaka poza zasięgiem wzroku, mimo że jeszcze pół roku temu nie miałbym świadomości jego obecności. Rozpoznanie nawet tylko tych kilku znanych ptaków, świadomość, że gdzieś za plecami żeruje kos, daleko po lewej sroka się odzywa, a na sąsiedniej działce sikorki buszują w krzewach, sprawia, że coraz bardziej czuję się być wewnątrz ich świata i bliżej natury.

http://www.xeno-canto.org/

Latem zbudowałem „tymi rencami” 2 budki lęgowe, a do resztek materiału, jaki mi został, dokupiłem płytę sklejki i zrobiłem jeszcze karmnik, zamiast go kupować. Jakiś piękny to on nie jest, ale kiedy patrzę na to, co można kupić w sklepach, rośnie we mnie poczucie wartości własnego dzieła.