Już, już miałem zdejmować karmnik, ale przecież chłodno jeszcze, pod koniec miesiąca nawet (jak na razie) prognozy jakieś przymrozki wróżą, flora jakaś leniwa, nie budzi się, a ruch w interesie nie maleje, nawet przy pustym karmniku. Dokupiłem więc jeszcze kilogram łuskanego słonecznika i dzisiaj cały wsypałem do karmnika. Póki byłem na działce, ruch był taki sobie, za to miałem okazję się przekonać, że popularność stołówki nadal rośnie. Jeszcze do niedawna szpak pojawiał się tu pojedynczy, ani w karmniku, ani w zasięgu wzroku i słuchu nie było widać innych szpaków. Za to dziś wysyp – cała rodzina, jeśli to rodzina, a jeśli nie – małe stadko się pojawiło. Nie ma wątpliwości, że było ich co najmniej 5, jak na poniższym zdjęciu:
Udało mi się dzisiaj dzięki temu pooglądać uwijanie się szpaka to przy jabłku, to przy tłuszczu. Zwłaszcza przy tłuszczu wyglądał niesamowicie, wychylający się w dół i sięgający z daleka dziobem tłuszczu. Dziobał, jakby startował w jakimś konkursie łasuchów 🙂
Zastanawiam się tylko, jak powiedzieć Grażynie, że nasze zbiory wiśni są w tym roku zagrożone, bo to już nie jeden dziób do wykarmienia, ale małe stadko będzie na nasze owoce polować… :-/



