Rudziki, jak doczytałem, dzielą się na takie, co zostają u nas na zimę (mniejszość), takie, co na zimę odlatują (zdecydowana mniejszość) oraz takie, co na zimę przylatują do nas ze Skandynawii (mniejszość, tylko nie wiem, czy mniejsza, czy większa od tej pierwszej mniejszości). No i o ile zeszłego lata raz udało mi się rudzika zauważyć, o tyle przez całą zimę ani jednego nie widziałem, a przecież jego rudopiersiowość jest tak widoczna i charakterystyczna, że nie ma mowy, żebym go na żywo wśród tej gawiedzi przegapił. A tu masz: wczoraj kulczyk, a dzisiaj rudzik przyleciały do stołówki i świergolą coś jakby: „wio.., …os…, ..osna”. Coś jeszcze na początku niezrozumiałego. Może: ” gdzie ta…” 🙂 No bo brr, niby 8 stopni dzisiaj w stołówce było, a bez kurtki, choćby lekkiej, ani rusz, lepiej od razu zwijać się do domu.
Niestety rudzik kilka minut tylko pokręcił się, popróbował żerowania w iglakach, posiedział i poprzyglądał się, a później zniknął. Daleko do tych iglaków było, więc zdjęcie mało wyraźne, ale że rudzik, to chyba nie ma wątpliwości, co? 😀







