Nowi goście, rodzina się dowiedziała.

Tak, rodzina się dowiedziała, że działa stołówka i zleciała się na wyżerkę 🙂

A że robiąc porządki i uzupełniając karmnik (pusto było, w 2 dni ponad połowa zniknęła, z czego tylko połowę wyżarły, a resztę wysypały na ziemię) przeszkadzałem im swoją obecnością, to czekały w pobliżu, niecierpliwiąc się.

Dzisiaj widziałem jednocześnie (choć nie udało mi się ich razem sfotografować) czarnogłówkę, 4 lub 5 bogatek (podobnie pojedynczo w kadr mi wchodziły), dziś pojawił się dzwoniec pojedynczy oraz pojedynczy szczygieł. Ależ on śliczny, kolorowy 🙂 I strachliwy, choć nie tak bardzo, jak niektóre sikorki.

No i ta rodzina. Na pierwszym ze zdjęć, na którym wydaje mi się, że jest ich najwięcej, metodą „kropkową” policzyłem całą czeredę, rezygnując z kilku sztuk niepewnych. Zgadniecie, ile ich jest? 🙂

To jak, zgadujecie, liczycie kropki, czy przewijacie na dół po wynik? 😀

Mnie wyszło 78. 7 razy po 10 kropek (zapisywałem dziesiątki) i jeszcze 8 na dokładkę 🙂

 

Bujne zimowe życie w ptasiej stołówce.

Kapryśny bywa sprzęt, który nie służy do tego, do czego go stworzono 🙂 Na szczęście moja ex komórka dzisiaj dała radę jako kamera i sporo ciekawych rzeczy zarejestrowała. Oczywiście trochę poszatkowane to jest, ale dało się wybrać kilka fragmentów, które dają obraz owej bujności życia. Latem takiego bujnego życia nie będzie, latem my będziemy na działce urzędować, a ptactwo ewentualnie w pobliskich krzakach będzie się czaiło 🙂 Ale dziś… warto popatrzeć na tych kilka krótkich ścinków wideo.

Czegóż tam nie ma: oprócz takiego maleństwa, że rozpoznać się nie da (choć i tu czasem odpowiednio do kamery wystawione białe lico bogatki nie sprawia problemu z interpretacją), nieco większe kosy dwa buszują i kłócą się o jabłka, przepędzając nawzajem, jakieś dwa ptaszyska większego rozmiaru, ale niestety nie zidentyfikowane pojawiają się raz na krótko, właśnie w okolicy kosich jabłek, bażanty jak zwykle ganiają w te i we w te, ale na samym początku, z samego rana… sami zobaczcie 🙂

Nawiasem mówiąc dziwne mi się wydaje, że nawet bażanty kręcąc się wokół miski z zebraną niegdyś ze śniegu, rozsypaną z karmnika mieszanką, w której dominowały większe ziarna, głównie kukurydza, nie zajrzały do tej miski i nie skubnęły ze źródła. Przecież nie tylko ptactwo domowe potrafi jeść z michy, więc dlaczego nikt z moich gości? Sam muszę rozsypywać po kawałku małe co nieco na śnieg. A potem wiosną będę poślad i łuski zboża i słonecznika zbierał :-/

To tykanie w tle, to zegar w altanie. Chyba z 16 lat ma, a bestia chodzi bez zająknięcia. Na Flickr pokazałem, jak zamocowałem smartfona jako kamerę – rejestruje dźwięki z altany, a że mikrofon ma dobry i cisza w altanie panuje, to i zegar wyszedł na pierwszy plan głosowy.

Miłego oglądania 🙂

Kamera

Dzisiaj, po wielu nieudanych próbach, udało mi się mój stary smartfon zatrudniony w charakterze kamery IP zmusić do samoczynnego nagrywania obrazu po wykryciu ruchu w obiektywie. Oczywiście niezależnie od podglądu na żywo. Jakość obrazu jest kiepska, ale tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Można jednak nieźle prześledzić, jak duży ruch i np. w jakich porach panuje przy karmniku, czy były bażanty, kosy itp. Nagrania są przycinane na samym początku, rejestrowanie włącza się po wykryciu ruchu z niewielką stratą czasową (nie ma, albo nie odkryłem do tej pory funkcji typu time shift), poza tym kilka nagrań z wybranego przeze mnie okresu jest sklejonych w jedną całość – na film dokumentalny do telewizji się ton nie nadaje 🙂 ale do uzyskania satysfakcji z dokarmiania jak najbardziej.

Zapraszam do obejrzenia przykładu z dzisiaj.

Inauguracja.

I tym sposobem na działce 401 zawisły 2 budki lęgowe: klasyczna typu A i półotwarta typu P. Ta druga z tego względu, że minionego lata, już w jego dość późnym ze względu na lęgi ptaków okresie, „ujawniłem” (jak się to często mówiło w moim byłym fachu) aż 2 gniazda kosów prawie obok siebie.

Prawie, bo jak gdzieś wyczytałem, kosy są wielkimi indywidualistami i gniazda zakładają
 generalnie w zagęszczeniu 0,5 gniazda na kilometr kwadratowy, jedynie w miastach 
w zagęszczeniu do 4 gniazd na kilometr kwadratowy. U mnie na, no, powiedzmy 600 metrach
 kwadratowych były 2 gniazda oddalone od siebie o jakieś 3-4 metry.

Na razie puste, chyba nawet mazurki pogardziły budką A jako zimową noclegownią, ale mogę mieć nadzieję, że efekty zimowego dokarmiania (o czym w późniejszych wpisach) sprawią, że o budki będzie bitwa przed okresem lęgowym 🙂

Na początku listopada startuje okres dokarmiania ptaków dzikich i w tym też czasie w miejscu reprezentacyjnym, choć nie z tych względów wybranym, stanął karmnik klasy „tymi rencami”. Choć bez bajerów, za to solidny, praktyczny, samozasypowy, a co najważniejsze – bardzo pojemny. Początkowo nie sądziłem, że mi się to przyda, obecnie nie mam sposobności dokładnie go przetestować, ale ma pojemność co najmniej 4-5 kg mieszanki. Miałem nadzieję, że taka pojemność (mimo że wynika z „jak krawiec kraje…”, a nie dokładnego planowania) wystarczy, by na działce bywać raz na tydzień i nie obawiać się, że pokarmu zabraknie.

A jak było w rzeczywistości, będzie wynikać z dalszych wpisów.

Oprócz tego ściśle według rad Kuby Typiaka z ptasiastrefa.pl zmajstrowałem sprytny, najprostszy i najtańszy karmnik dla kosów 🙂 Taki zwykły, tylko na jabłka. Widać go na zdjęciu powyżej (jabłka właściwie widać), a poniżej prezentuje się nieco okazalej.