Filharmonia

Mała filharmonia w Ptasielance. Ile gardeł, tyle instrumentów 🙂 Ale frekwencja u karmnika nadal dopisuje. Ciekawe, co nastanie prędzej: wysyp lęgów, czy spadek zainteresowania dokarmianiem? Zresztą o ile jabłko jeszcze można podrzucać non stop, póki będzie wyjadane, o tyle ziarna już nie będę kupował nowego, a słonecznik się kończy, tyle co go w karmniku zostało. I trawa zacznie wschodzić niedługo, ukrywając zagubione, niewyjedzone jeszcze ziarna pod karmnikiem. Wprawdzie pod karmnikiem to darń jest pewnie niesamowicie wydziobana, ale może i tam co nieco wzejdzie.

Kosy drą ryje, sikory szaleją, a szpaczek, który przyszedł dzisiaj pojeść, też podjadłszy dał koncert, że miło było posłuchać 🙂

Trzęsie mi się trochę aparat w rękach, nawet podparty na monopodzie, co przy ogniskowej 200 mm wcale nie takie dziwne, ale na razie nie mam odwagi powiedzieć Grażynie, że… jeszcze solidny statyw potrzebuję do dobrego filmowania 🙂

Wiosna, panie kosie :-)

Odgłosy kosa są mi już znane dość dobrze. Słyszę, czy żeruje lub siedzi sobie na ziemi lub gałęzi, czy się czymś denerwuje albo odgania intruza, oczywiście rozpoznanie treli godowych nie stanowi problemu od dawna.

Wracam siebie nocą z imprezy, właściwie jest już dzisiaj od półtorej godziny. Skro doszedłem do domu z centrum miasta cały i w dobrym stanie, to znaczy, że nie byłem jakoś szczególnie urżnięty, ale nawet gdybym był, nie przegapiłbym na pewno tego (spotkaliśmy się w ruchliwym miejscu miasta, na rondzie, tym najstarszym, więc w tle słychać odgłosy ulicy):

Panie kosie, a coś pan też na imprezie był? Ja to się przynajmniej nie drę ludziom pod oknami wniebogłosy, wracając nocą z imprezy 😛

 

A wiecie co to oznacza? Wiosna, wiosna w mieście! Kosy zaczynają gody, będzie się działo! Na działce pewnie za jakieś 2 tygodnie czy coś koło tego, ale to już całkiem niedługo 🙂

Grażyna, tnij w końcu, jak masz ciąć, ten wiciokrzew, bo jak pani kosowa zeszłoroczne gniazdo na nowo wyszykuje i na nim  zasiądzie, będzie… po ptokach 😀