Bitwa o resztki

Proszę się nie dziwić, jakim cudem tego ziarna jeszcze nie zabrakło przez tak długi czas. Przecież dokupiłem kilogram słonecznika i dosypałem 🙂  Ale to już na prawdę koniec w tym sezonie. W karmniku resztki, po części zwiórowane, ale póki najmniejszy okruch jest, karmnik będzie stał. Oczywiście bitwa o te resztki to moje nadużycie – niektóre gatunki ptaków tak mają, że przepędzają inne gatunki i osobniki swojego gatunku z karmnika, a nadto boje toczą między sobą. Z dzisiejszych bywalców właśnie dzwońce i mazurki tak mają, przy czym mazurki raczej rozrabiają, a dzwońce przeganiają i walczą. Czasem wręcz tłuką się na potęgę. Dziś udało mi się aparatem fotograficznym nagrać kilka takich scen. Film ma ok. 2,5 minuty, ale po zmontowaniu sam jeszcze raz z uśmiechem go obejrzałem.

Miłego oglądania 🙂

Nowe zdobycze na koniec sezonu.

Sezon żywieniowy nieubłaganie zbliża się do końca. Zwyczajowo, o ile jako nowicjusz zdołałem się zorientować, trwa do końca marca, lecz jeśli nie będzie już przymrozków ani biały puch nie spowije mocno ziemi, u mnie zakończy się nieco wcześniej, bo wraz z zasypaną dzisiaj porcją mieszanki. Koniec, wyżerki w karmniku niedługo, za 2-3 dni, ale co na ziemi, zostawię jeszcze dla przyglebowego ptactwa. Mazurki narozsypywały sporo niełuskanego słonecznika, a sikorki pewnie niechętnie z ziemi zbierać go będą, więc może sierpówki i bażanty jeszcze wydziobią do końca.

Tymczasem dziś pojawił się nowy gość. Pan czyżyk we własnej osobie 🙂 Między gałęziami się uwijał, bo dziś to znowu był „renament”, czyli prace ogrodowe. Dziś ciąłem drzewa owocowe, więc podopiecznym niełatwo było dorwać się do ziarna. Nawet kilkakrotnie celowo chowałem się w altanie na kilka-kilkanaście minut, ale po południu sikory były już tak głodne (wkurzone?), że nawet nie bardzo zauważały mnie, jak wystawałem na drabinie w koronie jabłoni i siadały niedaleko, jakieś 2 metry ode mnie, przyglądając się, co to za wielgaśny ptak czeka z nimi w kolejce do karmnika 🙂

Ale wcześniej usłyszałem nad głową charakterystyczne, powiedziałbym, pojękiwanie. Wysoko, wysoko krążyły… 4 „myšiaki” (to po słowacku), czyli „drapole” klasy myszołów. Szkoda, że tak wysoko, bo nie dałem rady złapać ostrości na wszystkich czterech, udało mi się ledwie pojedynczego „ustrzelić”. Oto on:

One też chciały się załapać na karnet na dokarmianie, ale zrezygnowały jak się dowiedziały ode mnie, że to stołówka jarska, więc na żywca nie mają tu szans ani zgody na polowanie na niego w promieniu 300 metrów 😀

Nowi goście, rodzina się dowiedziała.

Tak, rodzina się dowiedziała, że działa stołówka i zleciała się na wyżerkę 🙂

A że robiąc porządki i uzupełniając karmnik (pusto było, w 2 dni ponad połowa zniknęła, z czego tylko połowę wyżarły, a resztę wysypały na ziemię) przeszkadzałem im swoją obecnością, to czekały w pobliżu, niecierpliwiąc się.

Dzisiaj widziałem jednocześnie (choć nie udało mi się ich razem sfotografować) czarnogłówkę, 4 lub 5 bogatek (podobnie pojedynczo w kadr mi wchodziły), dziś pojawił się dzwoniec pojedynczy oraz pojedynczy szczygieł. Ależ on śliczny, kolorowy 🙂 I strachliwy, choć nie tak bardzo, jak niektóre sikorki.

No i ta rodzina. Na pierwszym ze zdjęć, na którym wydaje mi się, że jest ich najwięcej, metodą „kropkową” policzyłem całą czeredę, rezygnując z kilku sztuk niepewnych. Zgadniecie, ile ich jest? 🙂

To jak, zgadujecie, liczycie kropki, czy przewijacie na dół po wynik? 😀

Mnie wyszło 78. 7 razy po 10 kropek (zapisywałem dziesiątki) i jeszcze 8 na dokładkę 🙂