Wiosna już nie tylko w przylotach

Wiosna także w pogodzie. Dziś był bardzo ciepły dzień, słoneczny. Wiosenny. I prognozy pogody zapowiadacze zmienili wreszcie na takie, które nie zawierają już groźby przymrozków. Więc koniec dokarmiania. Karmnik, który ptaki zdążyły już spustoszyć do reszty, wyglądał dziś tak:

Dziś po południu ptasia stołówka „401” prezentowała się zgoła niestołówkowo:

Na pocieszenie jeszcze dzisiaj pozował mi do zdjęcia… grubodziób! Piękne zakończenie sezonu 🙂

Teraz pora na lęgi.

 

Do zobaczenia w Lęgolandzie!

Marzenia się spełniają

Chociaż dopiero wiosną, ale jednak. Niedawno nie wiedziałem o istnieniu tego ptaka, dopiero buszując od zeszłego roku w tematach ornitologicznych natrafiłem na informacje o nim. Piękny, kolorowy, o potężnej sile zgniatania dziobem (podobno wyciska i z 50 kg :-O ). Widziałem go na nagraniach w cudzych karmnikach i zamarzyło mi się zimą przyłapać go u nas, ale jego biotop (środowisko, w którym żyje) nie bardzo pasował mi do działki jakby nie było oddalonej od lasu.

Tymczasem dzisiaj, wlaśnie dzisiaj, na koniec sezonu… taaaak! Jeeeest!  Dotarł do karmnika i zasmakował w niełuskanym słoneczniku. I udało mi się go „ustrzelić” 🙂 Niestety nie brałem dzisiaj z sobą aparatu, sądząc, że skoro pada i ma konkretnie padać, to frekwencja w stołówce nie dopisze zbytnio. A tymczasem nastąpiła przerwa w opadach i zaczął się ruch prawie jak co dzień. I do tego taka perełka się trafiła. Dobrze, że chociaż tablet miałem. Jakości kiepskiej ze względu na cyfrowe powiększenie, ale choć takie zrobiłem zdjęcia i nagrania.

Jak w zeszłym roku jesienią mówiłem Grażynie, że od tego roku trzeba będzie płukać, suszyć i zbierać pestki wiśni wydrylowane przy robieniu dżemu, sam nie wiedziałem, czy to będzie miało sens, a właśnie o grubodziobie myślałem. Ma! Ma sens, w tym roku będzie tacka z pestkami 🙂