Pradzieje.

Gdyby chcieć zacząć od samego początku, należałoby się zająć… laryngologią.

Grażyna od wielu lat traciła słuch. Stopniowo, powoli w ciągu kilkunastu ostatnich lat słyszała coraz mniej. Dzwonek u drzwi przestał działać, telefon zaniemówił, ludzie byli prawie niesłyszalni, a koncerty w filharmonii coraz bardziej były wydarzeniami towarzyskimi, niż muzycznymi. Brzmienie świata systematycznie zanikało. Żaden aparat słuchowy nie był odpowiedni do jej wady.

Udało nam się znaleźć około roku 2005 Instytut Fizjologii i Patologii słuchu, ale wizyta w 2006 roku nie przyniosła efektów. Dopiero gdy sytuacja mocno nabrzmiała, pod koniec roku 2013 pojawiliśmy się najpierw w gabinecie profesora Henryka Skarżyńskiego, aby w końcu w czerwcu 2015 roku doczekać operacji wszczepienia implantu ślimakowego.

To był trudny początek dłuższej drogi, wcale nie łatwiejszej drogi rehabilitacji (zadziwiające, ile wiedzy, doświadczeń naukowych kryje się pod tak prostą, zdawałoby się, wizytą rehabilitacyjną u surdologopedy), ale całość wydarzeń, choć jeszcze trwa, już była wielką rewolucją w życiu. Odzyskać słuch, to jak narodzić się na nowo. Ja tego nie doświadczyłem, ale widzę to, obserwując Grażynę.

http://whc.ifps.org.pl/